Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

22.04.2018

Ziołowy Peeling Tybetański Menla - recenzja

Namaste ^^
Wiosna nareszcie zawitała, i wygląda na to, że rozgościła się na dobre :)
W związku z tym,  temperatury coraz przyjemniejsze, a jak cieplej to i ubrań mniej ;) No właśnie, czy Wasza skóra już gotowa na słoneczko i przygotowywana do sezonu? Czy na co dzień pamiętamy o regularnym złuszczaniu..? Zwłaszcza przy rogowaceniu około mieszkowym nie da się inaczej :/ Peeling to "podstawa podstaw". Dziś przedstawiam Wam ziołowy peeling. Muszę przyznać, że po raz pierwszy miałam do czynienia z ziołowym "zdzierakiem", i to dość osobliwym...Dlaczego? Zapraszam do dalszej części posta.


9.04.2018

Szampon z olejem z opuncji figowej- Beaute Marrakech, recenzja

Namaste^^
Witam wiosennie (nareszcie!) 🌿☀️💚
Dziś mam dla Was coś, czego dawno nie było, a mianowicie kosmetyczna recenzja-tym razem jest to naturalny odbudowujący szampon do włosów zniszczonych i osłabionych.  Miejmy nadzieję, że wiosna już z nami pozostanie, ciesząc nas coraz przyjemniejszymi temperaturami i słońcem. Ustępując miejsca zimie, której pokłosiem jest przesuszona skóra i włosy. My możemy już zapomnieć o czapkach, i  dać włosom nie tylko swobodę, ale i odpoczynek o uszkodzeń mechanicznych- tarcia. Czas na regenerację. Zanim zaczniemy żonglerkę odżywkami, maskami przyjrzyjmy się temu, czym myjemy włosy. Ja szukałam czegoś od dłuższego czasu. I znalazłam. Od ok. miesiąca używam poniżej recenzowany szampon. Powiem tylko, że to prawdziwa perełka, i moje odkrycie, można rzecz wiosenne gdyż tak zbiegło się w czasie ;) Zapraszam :)


4.01.2018

Inveo-innowacyjne upiększanie brwi, recenzja henny i wypełniacza

Namaste^^
Po pierwsze Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku! 🎇 Po wtóre, rok 2018 otwieram postem typowo kosmetycznym. Jakiś czas temu dostałam w ramach testów zestaw do upiększania brwi Inveo. W skład którego wchodzą: ultra delikatna henna do brwi w kremie oraz wypełniacz brwi w kremie. Obydwa z dodatkiem oleju arganowego. Jesteście ciekawe, jak kosmetyki się sprawdziły? Zatem zapraszam do poniższej recenzji.


14.10.2017

Tonik żelowy z kwasem migdałowym Norel Dr. Wilsz, recenzja

Namaste ^^
Po pierwsze, to witam po długiej przerwie, i wracam z czymś nowym... Nie przedłużając, kochani, w tym roku jesień przyszła szybko i..nagle. Pogoda jest dobijająca, ale nie o tym dziś ;) Jesień to także intensywny okres dla skóry, zaczyna dawać się we znaki chłód, wiatr i zmiana temperatury przy okazji wchodzenia i wychodzenia z ciepłych pomieszczeń. Jesienią także widać, jak nasza skóra zniosła lato, i co się z tym wiąże, to najlepszy czas na intensywną pielęgnację odświeżającą, czytaj: kwasy. Na blogu po raz pierwszy produkt kwasowy, jakim jest tonik Norela. Zapraszam do poniższej recenzji:


29.03.2017

Masło shea i olejki Jaśmin & Zielona Herbata z Orientany, recenzja

Namaste^^
Moi kochani, bez zbędnych wstępów. Przejdźmy do konkretów ;)
Jakiś czas temu recenzowałam już  masełko z Orientany, które bardzo przypadło mi do gustu. Wspominałam wówczas, że chętnie wypróbowałabym inne wersje zapachowe, no  i właśnie nadarzyła się okazja, tym samym przedstawiam Wam tytułowe masełko shea z olejkami jaśminowym i z zielonej herbaty.


19.02.2017

Balsam Turecki "Hammam" wzmacniający włosy- Planeta Organica, recenzja

Namaste ^^
Dziś, w  tą szarą niedzielę, mam dla Was posta z recenzją Balsamu Tureckiego -Planeta Organica. To już moje drugie zetknięcie z balsamami tej firmy, pojawił się wpis o Balsamie tybetańskim. Jak sprawdził się jego turecki brat? Zapraszam do czytania :)



kolor i konsystencja: brudny, jasny róż, kremowa, nieco rzadsza niż balsamu tybetańskiego;
opakowanie i wydajność: brązowa butelka o pojemności 280 ml z  poręczną pompką + za miłą dla oka szatę graficzną- soczysta pomarańcza ze złotym wzorem kwiatowym, na wodoodpornej etykietce; potrzebuję ok 5 pompek na całe włosy;
zapach: orientalny, słodki, nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że gdzieś pomiędzy czuję wiśniową nutkę ;) Utrzymuje się na włosach na drugi dzień po myciu;
cena: ok. 14 zł;


Skład:
Skład: Aqa with infusions of Organic Juglans Regia (Walnut) Seed Oil, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil, Myrtus (Myrtle) Communis Oil, Organic Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Santalum Album (Sandalwood) Oil (drzewo sandałowe), Eucalyptus Globulus Leaf Oil (eukaliptus), Eugenia Caryophyllus (Clove) Bud Oil (goździk), Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil (grejpfrut), Cinnamomum Cassia Leaf Oil (cynamon), Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum.

Olej z orzecha włoskiego, olejek bergamotkowy, olejek z mirtu, ekstrakt z rozmarynu, olejek z drzewa sandałowego, olejek eukaliptusowy, olejek goździkowy, olejek z grejfruta, olejek cynamonowy, emolient, gliceryna, antystatyki
Bazą jest tutaj olej z orzecha włoskiego- z którym moje włosy bardzo się lubią, a właściwie, kiedyś lubiły się bardziej :) i mnóstwo olejków oraz ekstrakt z rozmarynu. Pod koniec składu mamy potencjalny oblepiacz- Quaternium-87. Skład wybitnie emolientowy.  Nie zawiera silikonów, GMO i parabenów.




Działanie:

  • Olej włoski- ze względu na zawartość kwasów Omega 3 wykazują działanie przeciwzapalne i łagodzące, ochronne i przeciwutleniające (niweluje wolne rodniki), antyseptyczne, antygrzybicze, w tym wysoką skuteczność wobec szczepu Candida. Olej ten regeneruje, zmiękcza. Stosunek kwasów tłuszczowych: nasycone 10, omega 6- 78%, omega 3- 10%, nie posiada za to w gole omega 9;
  • Rozmaryn lekarski- "Rosmarinus officinalis" działa odkażająco, pobudzająco, antydepresyjne, chroni włosy przed wypadaniem,  wzmacnia cebulki, stymuluje porost, odświeża, reguluje wydzielanie sebum, ponadto używany do płukanek dla ciemnych włosów.
Stosowanie:
Nanosimy na świeżo umyte i odsączone włosy, wmasowujemy i pozostawiamy na włosach wg producenta 3-5 minut, ale ja trzymałam zazwyczaj około 15 minut. Po czym spłukujemy letnią wodą i suszymy/ układamy jak zwykle. Ja czasem zostawiłam na jakieś 25 minut pod foliowym kompresem, jednak działanie zawsze było takie same. Dobrze się spłukuje, nie obciąża włosów.




Efekty:
Włosy są lśniące, mięciutkie, śliskie- wsuwka się zsuwa z włosów, puszyste, nie mylić ze spuszonymi, ale był dość lekkie, mogłyby być bardziej dociążone, zwłaszcza wtedy, kiedy nie użyłam oleju przed. No ale taki urok włosów wysokoporowatych,

Czy polecam?
Tak, ale myślę że lepiej sprawdzi się na włosach średnioporowatych, na bardziej zniszczonych może być za słaby, aczkolwiek to wciąż świetny kosmetyk, który kondycjonuje włosy i nadaje im  blask i przyjemny zapach.
                     
EtnoSpa
Za możliwość przetestowania produktu dziękuję sklepowi EtnoSpa, 
co nie ma wpływu na moją subiektywną opinię


P.S.
Znacie, lubicie kosmetyki firmy Planeta Organica? Może macie jakieś ulubione produkty?
Podzielcie się perełkami w pielęgnacji włosów i skóry głowy :)
Pozdrawiam :)

16.02.2017

Rękawica peelingująca- Kessa Hammam, recenzja + funkcje masażu

Namaste^^
Kochani, dziś będę pisać niepozornej rękawicy, która czyni cuda, zwłaszcza w komplecie z czarnym mydłem Savon Noir, o którym pisałam tutaj. To dopiero za pomocą rękawicy peelingującej Kessa możemy uzyskać wyczekiwany efekt. Już na wstępie powiem Wam, że zachwycona tym duetem, a sama kessa jest takim must have w pielęgnacji.

Jak stosować?
Przed pierwszym użyciem należy pomoczyć ją kilka minut w ciepłej wodzie, by pozbyć się barwnika i zastosować delikatny środek do mycia.
Na dobrze zwilżoną i rozgrzaną skórę, aplikujemy peeling, w moim przypadku Savon Noir, odczekuję chwilę, po czym zaczynam peeling od kostek, kierując się w stronę serca, zgodnie z zasadą drenażu limfatycznego, wykonując okrężne ruchy. Dociskam materiał do skóry zdecydowanie, ale z wyczuciem, co jakiś czas przepłukuję rękawicę pod bieżącą ciepłą wodą, by spłukać pianę i ...złuszczony naskórek, który jest bardzo widoczny, zwłaszcza na czarnej rękawicy, (jaką własnie posiadam), jednocześnie jest efektem pożądanym, świadczącym o  prawidłowo wykonanym zabiegu. Na koniec spłukujemy ciało letnią wodą (by zamknąć pory), w miejscach newralgicznych, które upodobał sobie cellulit, możemy pokusić się o natryski naprzemienne ciepło-zimne, kończąc zawsze zimnym. Po osuszeniu skóry wcieramy kosmetyk nawilżający, w moim przypadku to ulubione masełko, które po takim solidnym peelingu cudnie się wchłania. Najważniejszym jest, by Kessę po użyciu dobrze wypłukać, a nawet lekko przeprać delikatnym detergentem i bardzo dokładnie wysuszyć, co pozwoli nam nie tylko cieszyć się dłużej produktem, ale także zapobiec namnażaniu drobnoustrojów chorobotwórczych, grzybów, a tego przecież chcemy się wystrzegać ;) Warto dodać, że wilgotne i ciepłe środowisko, to dla nich raj :D



Uwaga:
Nie stosować częściej niż 2 razy w tygodniu (ja używam ją 1 raz na tydzień i widzę efekty). Należy również zachować ostrożność w miejscach, gdzie skóra jest najbardziej wrażliwa. Nie ma potrzeby nadmiernego tarcia, by nie sprawić sobie bólu.

Jakie pozwala uzyskać efekty?
Oprócz dogłębnego oczyszczenia z gromadzącego się martwego naskórka z powierzchni skóry, to przede wszystkim znacznie niweluje objawy zapalenia okołomieszkowego, uczucie "tarki" na przedramionach, przy regularnym stosowaniu pozostaje wspomnieniem. Owszem widoczne są ciemniejsze punkciki aczkolwiek nie wystają ponad powierzchnię skóry, dzięki czemu jest naprawdę gładka. Skóra zwłaszcza na dekolcie jest jedwabista, i ma zdrowy koloryt oraz naturalny zdrowy blask, uwielbiam ten efekt ;) Ponad to, przy okazji dokładnego wykonania peelingu, w gratisie fundujemy sobie masaż. I tutaj chciałabym przybliżyć jego funkcje:

Właściwości masażu:
  • wspomaga naturalny proces oczyszczania skóry;
  • poprawia mikro krążenie skóry (zaopatrując komórki w tlen i substancje odżywcze oraz usprawniając usuwanie dwutlenku węgla i zbędnych produktów ubocznych przemiany materii, toksyn);
  • stymuluje odpływ limfy (zapobiega obrzękom, zastojom płynów w przestrzeniach międzykomórkowych; Profilaktyka cellulitu- przeciwdziała zaburzeniom krążenia limfatycznego, zalegania metabolitów;
  • skóra staje się bardziej elastyczna, jędrna i napięta ( dzięki gimnastyce włókien kolagenowych); 
  • oddziaływanie na psychikę (działa uspokajająco, relaksuje)

Czy polecam?

Tak, zdecydowanie! Razem z czarnym mydłem Savon Noir potrafi zdziałać cuda! Zwłaszcza u osób mających problem z nadmierną keratynizacją naskórka, tak jak ja, niestety. Dodatkowo sam masaż, niesie tyle korzyści! Pozwala utrzymać skórę w dobrej kondycji i zapewnić jej zadbany, promienny wygląd.




Za przetestowanie produktu dziękuję sklepowi EtnoSpa,
co nie ma wpływu na moją subiektywną opinię


P.S.
Stosujecie regularnie peelingi skóry, masaże? Używałyście może Kessę, Savon Noir?
Jeśli nie, to gorąco Was do tego zachęcam! Ten duet jest nie do pokonania! :)
Pozdrawiam :)

14.02.2017

Olej z krokosza, recenzja + patent na jedwabiste dłonie zimą

Namaste^^
Moi kochani, wracam na bloga i biorę się do pracy pełną parą. Wczoraj zdałam ostatni egzamin, tym samym skończyłam uczelnię, i będę mieć teraz więcej czasu :) Toteż, bez zbędnej zwłoki, zapraszam na dzisiejszy wpis :) Wraz z rozwojem włosomaniactwa, furorę zrobiło olejowanie włosów, które, nota bene, ma swoje początki w odległym Oriencie. Tylko jak odnaleźć się w świecie setek olejów do wyboru? Kluczem jest tu dobranie zgodnie z porowatością włosów. Teoria teorią, ale każda włosomaniaczka wie, ile trzeba poświęcić czasu i energii, by znaleźć swój olej, który zapewni efekt wow. To żmudna droga prób i błędów. Czasem na początku jest dobrze, a potem włosom przestaje pasować. Bywa i tak...ja tak miałam z oliwą. No nic, dziś mam dla Was recenzję Oleju Krokoszkowego BIO firmy Etja



Opakowanie: buteleczka z ciemnego szkła z wygodną pompką, pojemność 50 ml
cena: ok 8 zł, a do tego jest bardzo wydajny
kolor: żółtawy
zapach- neutralny

Opis:
Tłoczony na zimno olej, pozyskiwany z jednorocznej rośliny Carthamus Tinctorius, która rośnie na obszarach Indii oraz Bliskiego Wschodu. Zawiera największą ilość kwasu linolowego ze wszystkich olejów roślinnych. Zawiera także kwas oleinowy  kwas palmitynowy, a także witaminę A i E (alfa-tokoferol, w swojej naturalnej postaci). Wspomaga ona neutralizację wolnych rodników, które, z telegraficznym skrócie, odpowiadają za degradacją włókien kolagenowych i starzenie, zakłócając funkcjonowanie skóry. Procentowy skład tłuszczów przedstawia się następująco: 8% kwasów tłuszczowych nasyconych, 10% kwasów omega 9 i 80%  omega 6.



Właściwości/ działanie:
Olej krokoszowy neutralizuje wolne rodniki, zmniejsza wrażliwość na poparzenia słoneczne, chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi, stymuluje regenerację skóry, przyspiesza gojenie ran, hamuje stany zapalne,  nadaje skórze elastyczność, sprężystość, utrzymuje prawidłowy poziom nawilżenia, ujędrnia, opóźnia odrastanie włosów, uszkadzając mieszki włosowe, co przy długotrwałym stosowaniu powoduje, że włosków odrasta mniej i są słabsze. Ważne, żeby przechowywać w chłodnym i nienasłonecznionym miejscu.




Jak się sprawdził u mnie?
Przede wszystkim nabyłam go w celu olejowania włosów. Testuję oleje, które reprezentują różną zawartość kwasów tłuszczowych. Od razu na wstępie mogę powiedzieć, że to nie jest miłość od pierwszego wejrzenia, jeśli chodzi o włosy. Owszem, dogadujemy się, ale mogłoby być lepiej. Włosy są lśniące, gładkie, puszyste, miękkie aż...za miękkie, co prawda nie jest to "efekt kaczuszki" jak przy oleju kokosowym, ale jest za lekki do moich wysokoporowatych włosów, niestety nie dociążył ich odpowiednio. Na moje długie włosy wystarczają 2 pompki. Olej  nakłada się dobrze i równie bezproblemowo zmywa. Włosy nie strączkowały się. Nie jest to "mój" olej, co pozwala mi stwierdzić, że jednak moje włosy nie lubią zbyt wysokich stężeń kwasów omega 6. Pisałam już kiedyś o tym, co moje włosy lubią  tutaj. Co prawda nie zadziałał tak, jakbym sobie tego życzyła, aczkolwiek wykorzystałam go w inny sposób...Zima w tym roku jest mroźna i uparta, a to kiepski okres także dla skóry, zwłaszcza dłoni, które są najbardziej narażone na niekorzystne czynniki atmosferyczne i mechaniczne. Łatwo staje się zaczerwieniona, podrażniona, jest szorstka i często pęka. Same kremy nie dają już rady. Jak stuningowć mazidła do rąk? Wmasować kilka kropli oleju, po czym nałożyć dawkę ulubionego kremu, który zemulguje olej, i zniesie jego tłustość. Wszystko ładnie się wchłania  I to jest to ;) Skóra dłoni pozostaje miękka i gładka, zyskują też "skórki". Warto podkreślić, że olej krokoszowy  to źródło antyoksydantów, co chroni przed negatywnym wpływem promieniowania UV. Jak znalazł na dłonie, a że wykazuje działanie przeciwzapalne to łagodzi podrażnienia. Nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez olejów 💛




Czy polecam?
Oczywiście, warto spróbować, nawet jeśli nie znacie swojej porowatości, bo kto wie, może akurat u Was świetnie się sprawdzić! Na moich włosach jest ok, ale to nie jest to, za to świetnie odnajduje się w pielęgnacji dłoni zimą- tutaj jestem jak najbardziej na tak! :)


Za możliwość przetestowania produktu dziękuję sklepowi NaturaBazar, 
co nie ma wpływu na moją subiektywną opinię


P.S.
Karmicie swoje włosy olejami? Udało Wam się znaleźć ten "swój", zgodny z porowatoscią włosa?
Ja wciąż szukam, bo mimo że próbowałam wielu, które sprawdzały się czasem naprawdę całkiem nieźle,  to poszukiwania ideału trwają nadal. 
Pozdrawiam :

6.02.2017

Amla w pudrze- Hesh Pharma, recenzja

Namaste^^
Dziś przedstawię Wam jedną z dwóch recenzji, przewidzianych na ten tydzień. Nie przedłużając, będzie krótko o mace w pudrze z amli. Od dawna chciałam wypróbować tego typu produkt, jednak po przesuszeniu, jakie spowodowała henna, miałam lekkie obawy. Jak się okazało, nie potrzebnie ;) Zapraszam do dalszej części posta.


Czym jest amla, i jakie ma właściwości?
Liściokwiat garbnikowy inaczej nazywany amlą (co znaczy "kwaśny"), amalaką lub po prostu agrestem indyjskim ;) Występuje w lasach tropikalnych  Północnych i Południowo-Zachodnich Indii, Cejlonu oraz Indonezji.  Od stuleci, wykorzystywany w indyjskiej medycynie tradycyjnej- ajurwedzie, głównie ze względu na wysoki  potencjał antyoksydacyjny, bowiem owoce amli spowalniają procesy starzenia się komórek. Uważane za środek odmładzający i sprzyjający długowieczności. Jest stosowana przy wielu schorzeniach, ale nie będę tutaj rozpisywać się nad właściwościami przyjmowania wewnętrznie, choćby w postaci przetworów, popularnych na południu kraju. Owoce amli wykazują działanie antywirusowe i antybakteryjne. To dzięki taninom (garbniki roślinne, pochodne fenoli) zachowują one swoje właściwości nawet podczas obróbki termicznej. Garbniki działają przeciwzapalnie, antybakteryjnie, antyseptycznie i lekko ściągająco.  Agrest indyjski jest najbogatszym znanym źródłem nie tylko witaminy C oraz długotrwałym antyoksydantem, ale także minerałów i aminokwasów, kwasów fenolowych i flawonoidów.  

Amla ma również niesamowite właściwości wpływające na zdrowe i piękne włosy, to właśnie ona wraz z neem, są najlepszymi odżywkami do włosów, a raczej skóry głowy, wykazując działanie przeciwzapalne, a także:
  • wzmacnia cebulki włosów, a przy regularnym stosowaniu stymuluje wzrost włosów, niweluje wypadanie;
  • zmniejsza przetłuszczanie skalpu, i włosy dłużej zachowują świeżość;
  • zapobiega powstawaniu łupieżu, a także pozwala się go pozbyć;
  • łagodzi podrażnienia i drobne krostki;
  • nadaje objętości, a włosy stają się sprężyste i błyszczące;
  • zapobiega przedwczesnemu siwieniu włosów
  • Dodana do mieszanki henny, przyciemnia odcień, natomiast użyta z indygo pozwoli uzyskać jeszcze bardziej chłodny odcień. (Użyta solo nie wpływa na zmianę koloru włosów)
  • Amlę z powodzeniem można stosować na twarz, głównie na cerę tłustą/ trądzikową. Ja nie stosowałam na twarz, ze względu na intensywną kurację dermatologiczną, ale na pewno wkrótce spróbuję ja zastosować w ten sposób, i wówczas post zostanie edytowany




Postać: proszek, a raczej pylący puder;
Zapach- wiele osób narzeka, mój nos nie jest jednak wrażliwy na tego typu ziołowe  zapachy, wiec jak dla mnie jest dość neutralny;
Wydajność: Opakowanie wystarcza na ok 7 razy-  kładziemy ją tylko na skalp; Dla wygody przesypałam do puszki po hennie ;)
Cena-ok 8 zł  za 100 gram, więc bardzo przystępna.


Maskę przygotowywałam na dwa sposoby, a mianowicie:
#1 sposób: 2 łyżeczki amli wymieszałam z ciepłą wodą (lepiej się rozrabia), po czym dodałam trochę lekkiej odzywki (Kallos Blueberry) ok 1 małej łyżeczki. Otrzymaną odżywkę o konsystencji gęstej śmietany nałożyłam na skalp, nie wcierając we włosy (!) i pozostawiłam na 40 minut pod foliowym kompresem. Po czym tylko spłukałam dokładnie letnią wodą i nałożyłam odżywkę jak zawsze. Uprzednio umyłam włosy mocnym oczyszczającym szamponem z SLS. Wysuszyłam i oto efekt:
Bezpośrednio po wysuszeniu suszarką/ wieczór


Może nie widać tego na zdjęciu, średniej jakość, swoją drogą, ale nie były spuszone, mimo zastosowania "rypacza" mocnego szamponu i suszarki, jak zazwyczaj. Włosy były ładnie odbite od nasady, i dłużej zachowały świeżość, były też prościutkie i gładkie, sypkie "mięsiste" w dotyku. i dobrze się rozczesywały. Oczywiście mogłyby być bardziej dociążone, ale SLS, zioła i suszarka nie za bardzo temu sprzyjają, w moim przypadku. Przyznaję, że odżywka na skalp nie była najlepszym pomysłem na mich cienkich włosach , zawsze tego unikam, jednak mając na uwadze, że nie robiłam tego przy hennie, co pozwoliłoby nieco znieść przesusz, postanowiłam raz spróbować.

#2 sposób: 1 łyżka proszku + letnia woda do konsystencji śmietany, jak wyżej, z tym że teraz bez odżywki. Tym razem użyłam delikatniejszego szamponu, którym umyłam głowę jeszcze raz, po spłukaniu pasty.  Na koniec zastosowałam  balsam tybetański, spłukałam.

Po nocy w zaplecionym warkoczu/ światło dzienne/ bez użycia flashu

Tą metodą uzyskałam niesamowity blask i wygładzenie. Włosy były proste, śliskie (wsuwki nie utrzymywały się) i sprężyste, było ich więcej wizualnie.  Czupryna nie zareagowała większym spuszeniem mimo suszarki,  jednak  bardziej haczyły się na bardziej szorstkich końcach, wciąż jednak rozczesywały się dobrze. Serum wtarte w końcówki załatwia sprawę.  Użycie szamponu 2 x, nie pozostało bez wpływu na końcowy wygląd włosów. Myślę, ze sprawdziłaby się tutaj taktyka pośrednia czyli umycie włosów odżywką, czego ja akurat nie praktykuję.



Czy polecam?
Oczywiście, włosy po tej masce od razu wizualnie wyglądają lepiej. Jest ich więcej, bardziej błyszczą. Użyłam kilka razy, więc ciężko mi wypowiedzieć się w kwestii przyspieszenia porostu, jeśli chodzi jednak o wypadanie, to jestem w stanie zauważyć różnicę podczas czesania. Włosów na grzebieniu jest faktycznie mniej.  Mimo że henna średnio mi służyła, to po amli nie miałam przesuszu przypominającego szorstką kopkę siana. Jednak musicie byś świadomi, jak zioła sprawdzają się na waszych włosach. Ważne: nie stosować częściej niż 2 razy w tygodniu. Ja nakładałam 1 na 1,5 tygodnia.


Za możliwość przetestowania produktu, dziękuję sklepowi NaturaBazar,
 co nie ma wpływu na moją subiektywną opinię



P.S.
Stosujecie odżywki w pudrze? 
To moja pierwsza, ale jako że ta nie wyrządziła krzywdy moim włosom, które zdecydowanie gorzej zniosły hennę, to chętnie sięgnę po inne. Jest ich trochę do wyboru. Indyjskie zioła mają potencjał! Nie na darmo mówi się, że to one, są sekretem pięknych włosów Indusek, noo razem z olejowaniem oczywiście ;)
Pozdrawiam :)

28.01.2017

Czarne Mydło "Savon Noir"- Alepia ❤, recenzja

Namaste^^
Kochani, ostatnio mam szczęście co do nowych kosmetyków:) Wczoraj pisałam o świetnym produkcie do włosów, dziś z kolei, coś dla ciała. Nie mogę się doczekać, żeby podzielić się wrażeniami! Niniejszym przedstawiam Wam "Czarne mydło Savon Noir" i efekty, jakie zaobserwowałam podczas stosowania 💛❤💚


Kolor i konsystencja: ciągnąca się szklista pasta w kolorze bursztynowo-oliwkowym, przypominająca smar;
Zapach: hm, no taki mi sobie w słoiczku, mi kojarzy się z tekturą xD aczkolwiek nie jest w żaden sposób drażniący, a w trakcie "namydlania" daje się już wyczuć oliwki;
Opakowanie: ok 40zł- bardzo wysoka, ale kosmetyk jest wydajny i całkowicie naturalny, wyrabiany ręcznie, pozwala uzyskać rewelacyjne rezultaty

Co to jest to całe "mydło" i w czym tkwi jego sekret?
Niech nazwa "mydło' Was nie zwiedzie...ani nie ma stałej konsystencji, ani się nie pieni- jedynie zamienia w emulsję pod wpływem rozcierania i wody.

Skład: do bólu prosty i w 100% naturalny, bowiem tylko 4 składniki (aqua, potassium olivate, glycerin, potassium hydroxide/ woda, baza mydlana, gliceryna, wodorotlenek potasu.)

W skrócie, są to zmiażdżone czarne oliwki, uprzednio zmacerowane w soli potasowej, wymieszane z olejem z oliwek. Jak widzimy, nie ma tu żadnej chemii i substancji drażniących: barwników, zapachu, konserwantów.

Savon Noir to swego rodzaju peeling typu gommage czyli działa jak enzymatyczny- rozpuszczając naskórek,  a usuwamy go mechanicznie-poprzez tarci, jak w przypadku scrubu. Pozwala usunąć z powierzchni skóry martwe komórki naskórka (korneocyty), sebum, zanieczyszczenia, a także detoksykuje- eliminuje toksyny, odblokowuje pory, czym usprawnia dotlenienie skóry, odświeża. Natomiast dzięki wysokiej zawartości witaminy E, tzw "wit. młodości"- regeneruje, działa przeciwzapalnie i przeciwzmarszczkowo.


Stosowanie:
Nabieramy odpowiednią porcję na wilgotną dłoń, (najlepiej za pomocą szpatułki, żeby nie moczyć mokrych dłoni w kosmetyku, co zapobiegnie jego zepsuciu). Po czym ogrzewamy w dłoniach, po to żeby uzyskać bardziej kremową konsystencję i łatwiej zaaplikować na rozgrzaną skórę,  gdy pory są otwarte. Naniesiony kosmetyk zostawiamy na 3-5 minut, żeby sobie działał, następnie przechodzimy do drugiego etapu czyli masażu, wskazanym jest, by użyć do tego szorstkiej rękawicy lub chociaż gąbki i okrężnymi ruchami zmyć preparat wraz ze złuszczonym naskórkiem. Od razu powiem, że za pomocą dłoni oczywiście również speelingujemy skórę, aczkolwiek przy użyciu "wspomagacza", jakim w moim przypadku była rękawica Kessa, której poświęcę osobny post, uzyskamy o wiele lepszy efekt, niż za pomocą własnych rąk, które zresztą mogą stać się przesuszone. Po wszystkim spłukujemy letnią wodą (chłodniejsza domknie pory). Po takim intensywnym zabiegu, warto zaserwować skórze solidną dawkę nawilżenia, w postaci ulubionego balsamu/masła etc. Ja użyłam moje ulubione masełko shea.  Aha, nie należy stosować częściej niż 2 razy w tygodniu. Ja używam raz na tydzień, i też uzyskuję świetne efekty.


Wrażenia / efekty
Może cały rytuał nie należy do szybkich, krótkich i przyjemnych, jeśli weźmiemy pod uwagę maziowatą konsystencję produktu i bezczynne stanie pod prysznicem przez kilka minut,  ale wszelkie te 'niedogodności" rekompensują efekty, jakie można uzyskać. Ja jestem wprost oczarowana działaniem savon noir. Dlaczego? To, jak miękka i gładka jest skóra po całym peelingu, jest niewiarygodne. Czemu tak wychwalam? Jeśli mnie czytacie, to wiecie, że borykam się z rogowaceniem około mieszkowym, o którym pisałam tutaj. Skóra na ramionach jest szorstka, i pełna tzw "czerwonych kropek", których piekielnie ciężko się pozbyć. Regularny i solidny peeling jest absolutnie niezbędny, podobnie jak optymalne nawilżenie/ natłuszczenie. Bez tego ani rusz :/ I wiecie co? Bingo- znalazłam swój idealny peeling, dzięki któremu objawy rogowacenia są w końcu zminimalizowane, skóra w końcu jest gładka, nie wyczuwam pod palcami grudek i nierówności, chociaż niestety widać mini-plamki trochę ciemniejsze od koloru skóry. Myślę jednak, że latem, kiedy będę bardziej opalona, nie będzie to zbytnio widoczne. Skóra nie jest przesuszona, jest jedwabista, satynowa i ma zdrowy koloryt/ blask, nie jest taka "matowa", jakkolwiek by to nie zabrzmiało...Najlepsze jest to, że efekt jest długotrwały, i naprawdę się utrzymuje. Dawno temu czytałam o czarnym mydle i mimo pochlebnych opinii nie spodziewałam się aż tak dobrego efektu, który przeszedł moje oczekiwania. Do tej pory, moim ulubionym "zdzierakiem" był tuningowany peeling kawowy diy, który także serdecznie polecam, jednak ta niepozorna brunatna maź zdetronizowała go bezwzględnie ;) Ważne, żeby nie stosować więcej niż 2 x w tygodniu. Ja używam raz na tydzień, co i tak pozwala uzyskać rewelacyjne efekty.


Uwagi:
  • Nie jest polecane dla osób z alergią na oliwki !
  • przechowywać w suchym pomieszczeniu bez dostępu do wilgoci/ pary wodnej !
  • Stosowanie do twarzy, na własną odpowiedzialność, spora zawartość wit E i gliceryny, może działać komedogennie, przy niedostatecznym spłukaniu kosmetyku i niewłaściwym postępowaniu po, dogłębnie oczyszczona skóra, pozbawiona chwilowo płaszcza-hydrolipidowego, może się zbuntować nadprodukcją sebum, ważnym jest by nawilzyć skórę po zmyciu; 
  • Stosowane na stopy powinno poleżeć trochę dłużej, by dobrze zmiękczyło naskórek przed usunięciem.
  • Ciekawostką jest, że czarne mydło od lat jest wykorzystywane w jednym z 4 etapów, w rytuale Hammam m.in w łaźniach tureckich. Myślę że napisze o tym szerzej, któregoś razu ;) Chcielibyście o tym przeczytać? :)

Czy polecam?
O, tak!💛 Z ręką na sercu polecam Wam ten produkt, zwłaszcza jeśli Was też dotyka problem nadmiernego rogowacenia i macie już dość szorstkiej skóry.
                                 

Za możliwość przetestowania produktu dziękuję sklepowi, Natura Bazar
co nie ma wpływu na moją subiektywną opinię 


P.S.
Czy problem nadmiernej keratynizacji naskórka Was dotyczy? Jeśli tak, jak sobie z tym radzicie i jakie preparaty sprawdzają się najlepiej?
Pozdrawiam

27.01.2017

Balsam Tybetański "objętość i siła do włosów zniszczonych"- Planeta Organica, recenzja

Namaste ^^
Ostatnio obfituje u mnie w recenzje, nie inaczej jest i tym razem. Dziś coś do włosów,  mianowicie "Balsam turecki" Planeta Organica. W końcu mogłam z przyjemnością wyjść na dłuższy spacer,  i przy okazji zrobić zdjęcia. Oby więcej takich przyjemnych słonecznych dni! Ja osobiście mam już dość obecnej pogody i z niecierpliwością wyglądam wiosennych dni.


zapach: ziołowy, słodko-ostry (wyczuwam goździk i majeranek);
kolor i konsystencja: "shrekowy" zielonkawy, kremowa;
opakowanie i wydajność: brązowa butelka o pojemności 280 ml z  poręczną pompką + za miłą dla oka szatę graficzną- soczysta zieleń ze złotym kwiatowym wzorem na wodoodpornej etykietce. Na 1 użycie potrzebuję pompki kosmetyku; 
cena 13- 14  zł;
Skład:
Aqua with infusions of Organic Zingiber Officinale (Ginger) Root Oil, Organic Helichrysum Arenarium Extract, Leontopodium Alpinum Flower/Leaf Extract (szarotka alpejska), Thermopsis Alpine Extract (łubinnik alpejski), Origanum Majorana Leaf Extract (majeranek), Pimpinella Anisum (Anise) Seed Extract (anyż), Eugenia Caryophyllus (Clove) Seed Extract (goździk), Crocus Sativus Flower Extract (szafran), Curcuma Longa Root Extract (kurkuma), Solidago Virgaurea (Goldenrod) Extract (nawłoć); Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum. 
Skład jest rewelacyjny, na pierwszym miejscu za wodą od razu mamy olej z białego imbiru, dalej bogactwo  certyfikowanych ekstraktów roślinnych takich jak: z nieśmiertelnika, szarotki alpejskiej, łubinnika alpejskiego, majeranku, anyżu, goździka, szafranu, kurkumy, nawłoci. Dodatkowo bez parabenów i gmo.  




Działanie:
Imbir to roślina powszechnie stosowana i ceniona w Ayurwedzie, w Indiach znany jako Adraka Hindi. Głównie za sprawą gingerolu- związku chemicznego zawartego w roślinie  Zingiber Officinale.  Nie tylko kuchnia azjatycka  nie może obejść się bez niego. Imbir  ma zbawienny wpływ na uklad trawienny, posiada także szereg innych właściwości zdrowotnych, ale dziś skupimy się na pielęgnacji włosów i skóry. Imbir rozgrzewa, poprawia mikro cyrkulację krwi, co sprawia, że mieszki włosowe są lepiej odżywione i dotlenione, tym samym wspomaga porost włosów, zapobiega wypadaniu włosów, wzmacnia cebulki. Ponad to zawiera  potas, cynk, fosfor, żelazo, sód, wapń, witaminy A, C i grupy B

Większość ekstraktów zawartych w balsamie, działa:
przeciwzapalne, antyseptyczne, wzmacniająco na cebulki włosów oraz antyoksydacyjnie (neutralizuje wolne rodniki) jak np goździk, szafran, szarotka- zwana niegdyś kocią łapką, natomiast anyż również przeciw łupieżowo i nabłyszczająco, nieśmiertelnik zawiera  witaminy C i K, goryczki i garbniki, karoten, a także tonizuje skórę głowy, majeranek też troszkę rozgrzewa.


Stosowanie:
Nanosimy na świeżo umyte i odsączone włosy, wmasowujemy i pozostawiamy na włosach wg producenta 3-5 minut, ale ja trzymałam zazwyczaj około 15 minut. Po czym spłukujemy letnią wodą i suszymy/ układamy jak zwykle. Warto wykorzystać dobroczynną  moc ziół i imbiru zawartego w odżywce i zastosować na skalp. Przyznaję, że nie stosowałam kosmetyku w ten sposób z obawy o przyklapnięcie, szczególnie teraz, w sezonie czapkowo- zimowym, a moje włosy są raczej cienkie, choć jest ich sporo i łatwo je obciążyć. Balsam na długości spisuje się świetnie, a jestem bardzo zadowolona. 


Efekty:
Włosy są wygładzone i lśniące, dociążone i sypkie- nie są spuszone, nawet po użyciu suszarki. Mimo bomby ziołowej nie zauważyłam przesuszenia włosów, co mnie bardzo cieszy! Różnie z tymi ziołami u mnie bywa :/ A ten balsam zapobiegł przesuszeniu nawet po zastosowaniu sproszkowanych ziół- amli o której niebawem na blogu.

Czy polecam?
Tak!  Szczególnie, jeśli Wasze włosy mają wyższą porowatość, puszą się i brak im blasku. 




 Za możliwość przetestowania produktu dziękuję sklepowi Natura Bazar,
co nie ma wpływu na moją subiektywną opinię


P.S.
Znacie, lubicie rosyjskie kosmetyki? 
Przyznaję, że pierwszy raz miałam okazję stosować Planetę Organicę, i cóż...to miłość od pierwszego użycia! :)
Pozdrawiam :)

22.01.2017

Bio Serum do twarzy Miód & Propolis- Orientana, recenzja

Namaste^^
Dziś kolejna recenzja produktu do twarzy, mojego pierwszego serum- a mianowicie serum z miodem i propolisem od Orientany. Zanim przejdę do właściwej recenzji, to muszę powiedzieć, że jestem w trakcie kuracji głęboko złuszczającej- retinoidami, więc zdrowa skóra może inaczej zareagować na kosmetyk, niż moja, co warto mieć na uwadze :)


Jaka jest moja skóra?
Niestety, wciąż trądzikowa i tłusta, bardzo łatwo się zapycha i muszę bardzo ostrożnie stosować kremy, serum itp, by nie pogorszyć jej stanu. W chwili obecnej, z racji kuracji dermatologicznej, cera jest bardzo podrażniona, zaczerwieniona, przesuszona, łuszczy się przez kilka dni po aplikacji, przyznaję, że przez pierwsze dwa dni nie smaruje niczym bo "obdzierany" naskórek piecze przy próbie nałożenia czegokolwiek, nawet przy aplikacji kremu z filtrem, ale tego nie mogę uniknąć, ani pomijać wychodząc na światło słoneczne. Toteż tego serum także nie stosowałam codziennie, zdarzały się dość często, momenty poważnego podrażnienia, kiedy musiałam zrezygnować z wklepania serum.

Kwestie "techniczne":
opakowanie: szklana przyciemniana buteleczka z pipetką
wydajność: serum jest bardzo wydajne, na 1 raz używam ok 3-4 pipetki, i tyle w zupełności wystarcza
konsystencja: żelowa
zapach: intensywna nuta  czystego miodu, słodki i przyjemny
kolor: lekko beżowy- jak skrystalizowany miód
cena: 51 zł za 30ml
Data ważności: wynosi 6 m-cy po otwarciu
Produkt nie testowany na zwierzętach 💛


Dla kogo?
Producent pisze:
Idealne dla cery szarej i suchej, niedożywionej, zmęczonej, cienkiej z problemami.
"Naturalny, bogaty eliksir z wysoką zawartością składników aktywnych. Miód działa odżywczo, łagodzi podrażnienia oraz utrzymuje nawilżenie skóry. Propolis działa antybakteryjnie, przeciwzapalnie i regeneruje skórę" 
 i ja się z tym zgadzam, miód jest rewelacyjnym składnikiem, uwielbiam maseczki z miodem i mlekiem/ cytryną.
Skład:



Na początku składu mamy same dobroci:
od razu po wodzie, ekstrakt z miodu, glicerynę, ekstrakt z propolisu i aloesu, humektant składnik NMF zapobiegający odparowaniu wody z naskórka, emolient, molekularne  połączenie pochodnych glukozy, olej z pestek jabłka, zagęstnik, ekstrakt z rumianku- łagodzący, ekstrakt  liści tulsi czyli bazylii azjatyckiej, zwanej też świętą- o działaniu przeciwzapalnym i antybakteryjnym, kwas cytrynowy, konserwanty.  

Skład iście humektantowy/ nawilżający, wzbogacony o przeciwzapalne i regenerujące ekstrakty roślinne. Ponadto nie zawiera PEGów, silikonów, parabenów, glikolu propylenowego, syntetycznych składników pochodnych ropy naftowej (czyli parafiny).

Aplikacja:
Serum ma żelową konsystencję, która robi się wodnista podczas nakładania, momentalnie się wchłania, choć przez chwilkę pozostawia uczucie leciutkiego ściągnięcia, które momentalnie ustępuje. Skóra w ciągu kilku chwil jest całkiem sucha, serum bowiem nie pozostawia żadnej wyczuwalnej lepkiej warstwy, toteż od razu mogę przejść do kremu z filtrem czy makijażu. Absolutnie nie wpływa negatywnie na jakość i trwałość makijażu, podkład się nie utlenia, ani nie waży. Nie powoduje też obciążenia/ przetłuszczenia skóry. Stosowałam zazwyczaj rano, w nocy pozwalam skórze się regenerować/ oddychać, w przeciwnym wypadku rano budzę się z rozszerzonymi porami.


Efekty:
Skóra jest wygładzona, przyjemna w dotyku, taka "zbita", raczej nie pogarsza stanu cery aczkolwiek nie daję gwarancji osobie z cerą trądzikową, u mnie i tak skóra ciągle się oczyszcza, więc coś tam się pojawia, tak było i przed stosowaniem serum. Uwaga też na ekstrakty naturalne, które mogą wywoływać alergię czy podrażnienia.  Guma xantonowa w składzie  użyta jako zagęstnik, może być ciężka dla problematycznych cer. Kluczowy jest jednak solidny demakijaż, najlepiej za pomocą oliwki hydrofilnej, co pozwoli pozbyć się wszystkiego ze skóry i zmniejszyć ewentualne ryzyko zapchania porów. Gumę widujemy nawet w tonikach, a to w końcu serum, więc musi mieć bogatszą konsystencję. Mimo że to bardzo przyjemny kosmetyk, niestety jednak przy agresywnej kuracji dermatologicznej nie zapewnia pełnego nawilżenia i ukojenia. Sądzę jednak, że przy mniej wymagającej cerze spisze się świetnie :)


U kogo się sprawdzi:
U osób z cerą bez większych problemów, nawilży, wygładzi, jednak przy cerze wspomaganej farmakologicznie, to będzie za mało.  Myślę też, że jeśli nałożymy na nie treściwy krem, to zniesie nieco jego tłustość, dodatkowo kremowa- emolientowa warstwa dłużej zatrzyma nawilżenie w naskórku.



Czy polecam kosmetyk?
Tak, jest naprawdę w porządku, ale w przypadku mojej cery na chwilę obecną nie zrobił efektu wow- podejrzewam, że o wiele lepiej by się sprawdził, gdybym akurat nie przeprowadzała złuszczania. Mam jeszcze sporo kosmetyku w buteleczce, więc sprawdzę po zakończeniu kuracji- wiosną. Data ważności jeszcze nie minie, wówczas recenzja będzie pewnie zaktualizowana :)



                                         

                         Za możliwość przetestowania kosmetyku dziękuję sklepowi Orientana,
                                       co nie ma wpływu na moją subiektywną opinię



P.S.
Lubicie miód w pielęgnacji skóry? 
Co jest Waszym pewniakiem w przypadku podrażnienia i przesuszenia?
Pozdrawiam

20.01.2017

Błękitna Glinka Bajkalska- Fitokosmetik, recenzja

Namaste ^^
Wraz z Nowym Rokiem, postanowiłam poszerzyć jeszcze bardziej tematykę bloga, tym samym połączę przyjemne z pożytecznym, dzięki czemu, mam nadzieję- każdy znajdzie coś dla siebie, a ja wprowadzę więcej z mojej drugiej pasji- kosmetologii :) Dziś po raz pierwszy coś do twarzy, a mianowicie przedstawię Wam bliżej działanie i efekty stosowania błękitnej glinki bajkalskiej.  To pierwszy produkt do testowania w ramach współpracy ze sklepem Natura Bazar.



Glinki od wieków z powodzeniem stosuje się w pielęgnacji skóry. Powstała nawet osobna dziedzina poświęcona właśnie im- "argilloterapia".W czym tkwi sekret? Ano...w bogactwie minerałów, pierwiastków, które maja zbawienne działanie dla skóry. Mamy tak wiele rodzajów glinek do wyboru, że każdy znajdzie coś dla siebie. Nie będę dziś opisywać poszczególnych kolorów glinek, bowiem post dotyczy tej konkretnej- błękitnej. Powiem tylko, że generalnie oczyszczają,  delikatnie złuszczają martwy naskórek, detoksykują, tonizują, ograniczają nadprodukcję łoju, pojędrniają, osuszają i goja stany zapalne- wspomagając procesy regeneracyjne komórek skóry. Nie inaczej jest z tytułowa glinką, pochodzącą z Rosji, moja jest "odmładzająca" ;) jest jeszcze błękitna azowska- tonizująca.

Jak stosować glinkę?
Nic prostszego, w podstawowym przepisie wystarczy zmieszać sproszkowaną glinkę z wodą, w stosunku 1:1, czyli po łyżeczce, dobrze wymieszać do momentu aż nie będzie grudek. Myk: dodaję letniej wody, wtedy lepiej się rozprowadza i łatwo uzyskać konsystencję pasty. Otrzymaną masę aplikujemy na twarz, ja stosowałam nawet pod oczami, ze względu na sińce pod oczami, chociaż generalnie powinno omijać się okolice oczu, więc wedle uznania ;) Nadrzędna kwestia jest, że GLINKA NIE MOŻE ZASCHNĄĆ NA SKÓRZE, bo najzwyczajniej w świecie wówczas nie działa, a do tego bardzo ściąga skórę. Należy pamiętać, żeby przygotować sobie wcześniej buteleczkę wody lub hydrolatu, z atomizerem i często spryskiwać. Myk #2 jeśli lubicie w pielęgnacji twarzy oleje, to możecie odrobinę wkroplić do maseczki, co zapobiegnie wysychaniu. Moja cera nie toleruje zbytnio oleju, wiec pozostałam przy samej wodzie. Czas trzymania 5-15 minut, ale ja trzymam ok 20, raz zdarzyło mi się trzymać jakieś pół godzinki, i też nic się nie stało.



Jakie efekty?
Przede wszystkim to chciałam powiedzieć, że ja uwielbiam wszelkie glinki i ziołowe maseczki na twarz- jako właścicielka cery trądzikowej/ tłustej. Aha jeszcze jedno jestem w trakcie kuracji głęboko złuszczającej- retinoidami i nie zauważyłam większego podrażnienia podczas stosowania glinki. Stosuje ja 1 raz w tygodniu, dzień przed aplikacją leku, by oczyścić skórę, zwłaszcza wtedy, kiedy jest zbyt podrażniona by zastosować peeling. W moim odczuciu glinka jest cudowna. Skóra po zastosowaniu jest niesamowicie wygładzona, bardzo miła w dotyku- jedwabista, kolor zostaje ujednolicony, nawet obwódki pod oczami zostają rozjaśnione, ponad to, glinka lekko napina , pochłania sebum- pięknie domyka rozszerzone pory. Cera zyskuje zdrowy blask. Zdecydowanie lepiej sprawdza się u mnie lepiej niż glinka zielona.



Czy polecam?
Oczywiście, że tak, jak  najbardziej- to moje kwc. 
Kiedys poleciła mi ją kumpela, i rzeczywiście- miałą rację, że to świetny produkt, nie pozostaje mi nic innego, jak przyłączyć się do zachwytów nad tą glinką i serdecznie ją polecić!
Cena: 4.20 zł za 100 gram. W pudełeczku otrzymujemy 2 woreczki po 50 gr, z czego 1 wystarcza na jakieś 6-7 użyć, więc jest wydajna, nie musimy oszczędzać, bo zbyt cienka warstwa i tak nie ma szans odpowiednio zadziałać.



               


                         Za możliwość przetestowania produktu dziękuję sklepowi NaturaBazar,
                                    co nie ma wpływu na moją subiektywną opinię




P.S.
Stosujecie glinki w pielęgnacji twarzy? Jeśli tak, to które są waszymi ulubionymi? 
Ja, osobiście nie wyobrażam sobie dbania o cerę bez nic.  
Niepozorne glinki rzeczywiście są skarbem natury, podobnie jak błota termalne. 
Mam jeszcze kilka tego typu kosmetyków na wishiscie, do przetestowania.
Pozdrawiam!





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

"5 sekund do IO" (2) "Chłopczyce z Kabulu" (1) "Córka króla moczarów" (1) "Drzewo migdałowe" (1) "Dziewczyna z Bagdadu" (1) "Dziewięć żywotów. Na tropie świętości w Indiach" (1) "Emptines" (1) "Gang różowego sari" (1) "Indie. Miliony zbuntowanych" (1) "Kiedy księżyc jest nisko" (1) "Miejsce na ziemi" (1) "Osobliwy dom Pani Peregrine" (4) "Oszpecona" (1) "Soraya" (1) "Stara Słaboniowa i Siekładuchy" (1) "Tłumaczka snów" (1) "Trzy na godzinę" (3) "Tune Mere Jana" (1) "Tygrysie Wzgórza" Sarita Mandanna (1) "U stóp bogini" (1) "W kraju niewidzialnych kobiet" (1) "Zabić córkę" (1) "Źródła miłości" (1) Afganistan (3) aktorki Bollywood (1) Alepia (1) Aleppo (1) Amana Fontanella Khan (1) amla (1) Andrew Davidson (1) Anita Nair (1) Anna Dereszowska (1) Aranżowane Małżeństwo (2) Atif Aslam (1) bacza pusz (1) balsam turecki (2) Bandi Chhor Divas (1) Beaute Marrakech (1) Bhai Dooj Indyjskie (1) Biblioteczka (30) Blue City (1) Bollywood (5) Bombay Bazaar (2) brwi (1) Buddyzm (1) cassia (2) Chitra Banerjee Divakaruni (2) ciało (2) Córka Indii (1) Czarne (4) czarne mydło (1) czarnuszka (2) Dabur (3) dasara (1) depilacja na olej (1) Dipawali (1) Diwali (1) Dokument/ Tv (4) Durga (2) durga puja (2) dussehra (1) Etnospa (1) EtnoŚwiat (1) Ewa Karwan-Jastrzębska (1) fantastyka (4) Fitokosmetik (1) Ganesh Chaturthi (1) Ganesha (1) garba (1) gendercide (1) glinka błękitna (1) Gulabi Gang (3) Hachette (1) Hammam (2) handmade (1) henna (3) Hesh (1) hijra (1) hinduista (1) Hinduizm (6) Hindus (1) hinduski (1) Holi (1) Indi-Rabbia (12) Indie w liczbach (1) Indus (1) indyjski (1) indyjski makijaż (1) indyjskie imiona męskie (1) indyjskie imiona żeńskie (1) Inne (3) inspiracje (1) Inveo (1) Irak (1) Islam (3) Jenny Nordberg (1) Joanna Łańcucka (1) Joanna Nowicka (1) Jodhpur (1) Jyoti Singh Padney (2) kajal (2) Kali Puja (1) Kamila Shamsie (2) kanya puja (1) Karen Dionn (1) kasty (3) Kishwar Desai (1) Klinika Spalonych Twarzy (2) kurkuma (1) kwas migdałowy (1) kwas solny (1) Laetitia Colombani (1) Lakhsmi (1) Lakshmi (2) Lakshmi Puja (1) Liebster Blog Award (1) Mahishasura (1) makijaż (1) Malala Yousafzai (1) Małgorzata Lupina (1) Małgorzata Warda (2) Marginesy (2) masa solna (1) masaż (1) maska (1) masło do ciała (2) masło shea (3) Meltem Yilmaz (1) Menla (1) Michelle Cohen Corasanti (1) Michelle Nouri (1) Mister 2016 (1) muzyka (3) Nadia Hashmi (1) Najel (1) Namaste (1) Nawaratri (3) Nocanka (1) Norel (1) ocm (1) ode mnie (12) Ogłoszenie (3) olej z krokosza (1) olejowanie ciała (2) olejowanie paznokci (2) olejowanie włosów (3) Orientalne (1) Orientalne Sekrety Piękna (6) Orientana (2) Otwarte (1) Pakistan (2) Parwati (1) Pascal (1) pasta cukrowa (1) peeling (2) Pielęgnacja (19) pielęgnacja twarzy (3) Planeta Organica (2) poczet bóstw hinduistycznych (3) Podstawowe Informacje (6) Podział administracyjny (1) Podział administracyjny Indii (1) posag (1) Prószyński i S-ka (1) Przedział dla Pań (1) Qanta A. Ahmad (1) rangoli (1) Rani Mukherjee (2) Rania Al-Baz (1) Ransom Riggs (4) recenzja (48) Red Horse (1) Religie (6) rękawica Kessa (1) Rohan Rathore (1) Rohit Khandelwal (1) Różowy gang (2) Sampat Pal Devi (1) saraswati puja (1) sati (1) savon noir (2) Scott Carney (2) serum (1) Sikhizm (2) słoń (2) słowiańszczyzna (1) solah shringar (1) Sonu Nigam (1) społeczeństwo (4) SQN (1) Swati (1) syndrom indyjski (2) Syria (1) szampon (2) Świat Książki (1) Świat Literacki (1) Święta (2) Święte Krowy (1) Taj Mahal (1) thriller (1) Thriller psychologiczny (1) Tradycje (1) Tradycje Indyjskie (13) tradycyjne ozdoby damskie (2) tradycyjne stroje damskie (2) tradycyjne stroje męskie (1) Tv (1) twarz (2) ubtan (2) Umi Sinha (1) Vatica (1) Veer- Zaara (1) Vidiadhar S. Naipaul (1) Warkocz (1) warny (1) Wielka Litera (4) William Dalrymple (1) wishes (2) włosy (10) Wydawnictwo Kobiece (2) Wydawnictwo Literackie (1) wydawnictwo Media Rodzina (2) wydawnictwo Novae Res (1) wydawnictwo Oficynka (1) Zabójstwo Honorowe (1) zapalenie okołomieszkowe (1) Zwiedzanie (3) ॐ (1)

Pinterest

Visitors

Flag Counter